Przejdź do głównej zawartości

Dragon Prince, czyli czerstwa kanapka [Sezony 1-3]


Wyobraźmy sobie kanapkę zrobioną na czerstwym chlebie, niby mamy ulubiony ser, wędlinę czy warzywa, lecz nie można się nimi w pełni cieszyć przez stare pieczywo, które utrudnia gryzienie i staje w gardle. Taką kanapką jest Dragon Prince. Lubiane, interesujące postacie i interakcje między nimi zamknięte w bardzo przeciętnej animacji, niezbyt dobrym udźwiękowienia, opowieści, której brakuje stawek, napięcia i odpowiedniej podbudowy oraz w większości przypadków nijako zarysowanym świecie przedstawionym.

Serial jest w porządku i nawet przyjemnie się go ogląda, czego zasługą są miejscami nieźle napisane postacie, a mianowicie Rayla, Amaya i Claudia, a także część interakcji między postaciami interakcje, szczególnie w sezonie trzecim. Nie będę ukrywał, że wróciłem do Dragon Prince’a tknięty tym w jak wielu miejscach w Internecie widzę niesamowite wręcz zachwyty nad tą produkcją. Z mojej perspektywy pierwszy sezon był w większości aspektów przeciętny albo słaby, gdzie na jednoznaczny plus zaliczyć można projekty postaci oraz Raylę. Tknięty tym by wreszcie na równych warunkach wejść z tymi osobami w dyskusję nadrobiłem pozostałe dwa sezony. Podszedłem do nich z nastawieniem, które może by określić mniej więcej tak: „przekonajcie mnie, że jesteście takie dobre jak sądzi większość dookoła”, a moje wrażenia dość obrazowo prezentuje pierwszy akapit.


Jednoznacznie mogę stwierdzić, że sposób pisania większości postaci uległ znaczącej poprawie, wreszcie jakkolwiek zaczyna nam na nich zależeć, a sami bohaterowie wchodzą między sobą w istotne i znaczące interakcje nie licząc chwil, kiedy te są po prostu żałosne i nie da się ich oglądać (tak biję do was pierwsze dwa sezony i absolutnie wymuszone gagi). Przywoływane co jakiś czas sceny z pierwszego sezonu jasno wskazują natomiast, że płynność oraz ekspresyjność animacji, szczególnie mimika i dynamika poruszania się postaci, uległa poprawie. Warto też napomknąć o wiele lepszej pracy kamery i ciekawszych kątach, z których pokazywane są sceny, co jest jedną z największych zalet animacji 3D.. Niemniej obiektom i postaciom nadal brakuje ciężaru, a drugi i trzeci plan są najzwyczajniej martwe, prawie nic się tam nie dzieje, co pozostawia widza z wrażeniem kartonowości, płaskości i nieistotności. Na osłodę zostają przynajmniej ładne widoczki i wreszcie dochodzi do zmian obiektów pod wpływem zdarzeń itp.

Głównym zarzutem jaki mam względem fabuły jest brak napięcia oraz odpowiedniej podbudowy. Otóż brak emocjonalnego napięcia, wyczekiwania co się stanie itd. wynika bezpośrednio z faktu, że serial ma duże trudności w tym by widzowi zależało na świecie przedstawionym, na wydarzeniach i postaciach, które w nim żyją. Z tymi ostatnimi jeszcze jest całkiem dobrze, ale cała reszta wypada pod tym względem bardzo mizernie. Główną przeszkodę stanowi główny konflikt, który został zarysowany bez wyraźnego kontekstu. Wprawdzie zostało to w części poprawione w kolejnych sezonach, lecz nie usprawiedliwia to miałkości i nielicznych możliwości by móc się zaangażować w ten świat. Tyczy się to szczególnie konfliktu ludzie kontra magiczny świat. Brakuje najzwyczajniej kontekstu, lepszego zarysowania tego co się dzieje byśmy mogli się do tego jakoś odnieść, stworzyć więź. Zasadza się to przede wszystkim w sposobie podawania informacji. Rozumiem, że tajemnice są ważne itd., ale nie można zapominać o tym, że te trzeba dawkować w odpowiednich proporcjach z informacjami o świecie. W innym wypadku dzieje się tak jak tutaj, gdzie wiemy za mało, a odkrywanie kolejnych tajemnic posiada małą siłę uderzenia, ponieważ z braku informacji, okruszków i foreshadowingu nie składało się to w coś spójnego. Niby klocki historii do siebie pasują, ale brakuje między nimi kleju.


Przykładowo na samym początku serialu dowiadujemy się, że zabity został smoczy król, a elficcy zabójcy nadciągają by wymierzyć zemstę na ludzkim władcy, który się tego dopuścił. Problem jednak w tym, że ani nie wiemy jaki jest którykolwiek z tych królów, ani jaką rolę pełnią w świecie przedstawionym. Smoczy król jest królem całej magicznej krainy? Smoków? Jakiegoś rodzaju elfów? Brakuje najzwyczajniej kontekstu, w którym miałoby to wszystko być osadzone. Warto w tym miejscu uświadomić sobie, że nam ludziom trudno jest odczuwać emocje względem wielkich rzesz osób np. królestw. Raczej nie przejmiemy się za bardzo wiadomością, że połowa królestwa głoduje. Oczywiście będzie nam smutno i przykro z ich powodu, lecz jedynie na bardzo podstawowym, płytkim poziomie lub w ogóle. Dopiero kiedy zobaczymy pojedynczą rodzinę lub osoby, które cierpią będziemy w stanie pojąć wagę sytuacji. Dlatego tak istotne jest budowanie przywiązania do świata poprzez postacie tła, które są odbiciem sytuacji w mieście czy krainie. Zacznie nam zależeć na tym co się dzieje chociażby dlatego, że jednej postaci, którą poznaliśmy stanie się coś złego. Innymi słowy świat potrzebuje ludzkiej twarzy byśmy mogli zbudować z nim relację.

Grzęznąc jeszcze chwilę w temacie napięcia i światotworzenia pragnę zwrócić uwagę na problem jaki mam z wątkiem podróży w Smoczym Księciu. Jakby nie patrzeć podróż książąt do Xadii stanowi główną oś serialu i jego opowieści, dlatego też tym bardziej dręczące go problemy są tak wyraźne i najzwyczajniej negatywnie odbijają się na całym serialu. Mianowicie podróżowaniu brakuje wrażenia przebywania odległości i trudów z tym związanych. Dążę do tego by powiedzieć, że cała ta wielka wyprawa naszym młodym bohaterom idzie zwyczajnie łatwo, za łatwo. Brakuje poczucia zagrożenia, napięcia i ryzyka. W opowieściach drogi, którą Dragon Prince bez wątpliwości jest, przeciwności i trudy wędrówki są jednymi z najważniejszych okazji do budowanie relacji między bohaterami, na przechodzeniu przemian mentalnych i fizycznych (Dlaczego Rayla nie straciła ręki? To mógł być taki dobry wątek!), odkrywaniu swoich silnych i słabych stron. Pod tym względem Smoczy Książę jest bardzo nijaką opowieścią drogi. Nie pomaga klaustrofobiczność świata przedstawionego. Z jednej strony jest na mówione jakie to duże te królestwa ludzi nie są, ale nigdy nie są nam one pokazane, a ojczyzna pierwszoplanowych książąt jest chyba jednym zamkiem. Światu przedstawionemu brakuje najzwyczajniej skali. O nielogicznościach i absurdach, które czasami z tego wynikają nie będę nawet wspominał, ponieważ koniec końców nie są one aż tak znaczące z punktu widzenia całości. Chociaż dalej potrafią kłuć w oczy.


Podsumowując Dragon Prince zmaga się z fundamentalnymi problemami jakimi są: podawanie informacji o świecie, niejasny (w negatywnym sensie) worldbuilding, brak wagi konfliktów i stawek oraz niespójności względem tego co mówi się o świecie, a co pokazuje. Niemniej koniec końców dobrze napisane postacie główne jako tako bronią serialu, chociaż nawet i one same z początku są nijakie, denerwujące i czasami najzwyczajniej nudne.

P. S. Oczywiście lore świata przedstawionego nie musi być wykładany jasno, lecz musi zostawiać odbiorcę z poczuciem „Aha, to o to chodzi, a zatem...”, a nie „Aha... Em... Czyli co to wnosi?”.

P. S. S. Czy tylko mnie żadem motyw muzyczny nie zapadł w pamięć?

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Hilda [Netflix] – Recenzja

Hilda jest serialem animowanym produkcji brytyjsko-kanadyjskiej emitowanym na platformie Netflix. Bazuje on na serii komiksów Luke'a Pearson'a funkcjonujący pod tą samą nazwą, i co warto zaznaczyć, ich autor jest główną osobą odpowiedzialną za animowany odpowiednik. Premiera pierwszego trzynastoodcinkowy sezonu miała miejsce 21 września 2018 roku na platformie dystrybutora. Hilda opowiada historię Hildy, młodej i nieustraszonej poszukiwaczki przygód, która po spędzeniu całego życia na pustkowiu musi nauczyć się, jak żyć w mieście. Przeprowadzka nie oznacza jednakowoż końca spotkań z magicznymi istotami, to też przygody dziewczyny wcale się nie kończą, a jedynie, albo przede wszystkim, dostosowują i wynikają z nowej przestrzeni. Relacja Hildy ze swoją mamą jest bardzo ciepła, a jej śledzenie to czysta przyjemność. Przy tym należy zaznaczyć, że nie została ona potraktowana po macoszemu i stanowi jeden z istotnych wątków serialu. Opowieść skonstruowana jest spójnie i ...

Dziennik z wyprawy do Doliny Lodowego Wichru #6 (Droga do Mostu Shaengarne)

2 Mirtul 1312 Zgodnie z radą Ulbreka udaliśmy się na zasłużony odpoczynek oraz uzupełniliśmy sprzęt. Zatrzymaliśmy się Pod Płaczącą Wdową, gdzie zrobiło się tak jakby przytulniej od naszej ostatniej wizyty. Najwyraźniej wpływ ducha słabł z każdą godziną, a za jakiś czas nikt już nie zauważy, iż przebywała w tym miejscu niespokojna dusza. Grzałem się przy ogniu i czyściłem zbroję, kiedy podeszła do mnie Imizael mówiąc, iż chciałaby porozmawiać. Gestem wskazałem jej miejsce obok siebie, po czym wyczekiwałem jej kolejnych słów. Te nie nadeszły od razu, na pierwszy już rzut oka widać było, że walczy sama ze sobą. Postanowiłem ją ośmielić, to też zapytałem o jej wrażenia z bitwy oraz przewidywania co do naszych kolejnych posunięć. Posłyszawszy moje słowa wpadła w zadumę, by po chwili odrzec, iż cieszy ją zwycięstwo, lecz niepokoi się przyszłością. Wszystko mogło bowiem się zdarzyć, lecz podkreśliła, że nie mogą zaprzestać starań, by zakończyć tę wojnę i powstrzymać napastników. Ucieszy...

Dziennik z wyprawy do Doliny Lodowego Wichru #1 (Doki Targos)

1 Mirtul 1312 Podróż na pokładzie Wrednej Jędzy nie była spokojna. Wraz z innymi statkami wpadliśmy w zasadzkę orków i goblinów. Kolejne statki stawały w płomieniach, lecz nasz jakimś cudem uszedł cało. Dziękuję Arvoreenowi za jego łaskę, bądź każdemu innemu bóstwu, które się w tamtej chwili wstawiło za nami. Za nami, gdyż dorobiłem się kompanii. Dokładniej są to: Imizael Galanodel , małomówna elficka wojowniczka i z tego co dostrzegam wyznawczyni Selune. Muszę przyznać, że nieczęsty widok. Do tego jeszcze te włosy... Elendil , półelficki łowczy, który równie sprawnie posługuje się łukiem jak opróżnia kufle piwa. Wszędzie go pełno, co już zdążyło być irytujące. Deldon , druid... assimar? Chyba tak się przedstawił. Z tego co zdołałem wywnioskować z jego opowieści to jest on czymś w rodzaju potomka bóstwa, czy coś w ten deseń. Zaprawdę nie wiem, czy w to wierzyć, lecz trzeba mu przyznać, że wygląda dość niecodziennie, lecz jest przy tym miły. Alla'thara , ta to...